pon. Sie 26th, 2019

Amerykański sport

Portal o tematyce amerykańskiego sportu

Idealnie sformatowane ligi

5 min read

Amerykanie bez wątpienia nie mają patentu na to, jak ze wszystkiego zrobić złoty interes, ale w wielu kwestiach udało im się położyć prawdziwe podwaliny pod biznesowe funkcjonowanie rzeczywistości całkowicie niebiznesowej. Udało im się przemienić sport w prawdziwy biznes przynoszący udziałowcom ogromne dochody. To Amerykanie dostrzegli niesamowite możliwości reklamowe i finansowe stojące za przedsięwzięciem w stylu klubu koszykarskiego lub hokejowego i szybko stworzyli odpowiednią organizację do zabezpieczenia swoich interesów. Tak powstały federacje, ligi, ale także stowarzyszenia właścicieli klubów, z których każdy podmiot ma na celu zabezpieczenie swoich interesów. Ostatecznie jednak każdemu musi zależeć na podnoszeniu poziomu sportowego ligi krajowej i reprezentacji – czy to właściciele i prezesi klubów, trenerzy, szefowie federacji, sami zawodnicy, ale także menadżerowie, fani i inne osoby związane ze sportem. Wszyscy oni myślą dzień w dzień o tym samym – jak sprawić, aby ich klub czy też kadra narodowa wygrała najbliższe spotkanie albo mistrzostwo. Ten wspólny cel nie przeszkadza jednak inwestorom wkładającym swój kapitał w klub, oraz innym udziałowcom czy prezesom, wraz z celami sportowymi realizować także zadań typowo marketingowych i finansowych.

I to właśnie amerykańskie ligi oraz kluby uświadomiły europejskim federacjom, jak wiele te mogą jeszcze poprawić w zakresie organizacyjnym na swoją korzyść, aby dorównać w tym aspekcie klubom amerykańskim. Bo chociaż na pewno kluby baseballowej amerykańskiej ligi MBL nie są bardziej znane i cenione na świecie niż chociażby Real Madryt albo FC Barcelona, ale jednak zarabiają dużo więcej w przeliczeniu na dolary. Wszystko dlatego, że wpływy do amerykańskiego sportu nie zawsze wynikają z bezpośrednich zdobyczy sportowych albo faktycznej pozycji zespołu w hierarchii. W Ameryce wielki klub nawet po dekadach całkowicie beznadziejnej gry nadal jest w stanie utrzymywać się z samej sprzedaży pamiątek, czapeczek i innych vipowskich wejściówek na spotkania dawnych gwiazd. Sport w Stanach Zjednoczonych to doskonały biznes prowadzony przez najbardziej wyrachowanych inwestorów i graczy na rynku, ale jednocześnie wiele z tamtejszego korporacyjnego ładu i uporządkowania biznesowego kluby Europy i Azji starają się zaszczepić także u siebie.

Kopiowanie amerykańskich formatów

Bezpośrednie kopiowanie amerykańskich rozwiązań w zakresie prowadzenia biznesu czy organizacji korporacji na grunt europejski wielokrotnie przynosiło oczekiwane rezultaty i pozwalało na wzniesienie swojej organizacji czy przedsiębiorstwa na wyższy poziom. Nie zawsze jednak ma to zastosowanie i często to niuanse i pewne detale, a także uwarunkowania środowiskowe i otoczenie rynkowe, determinują pewne działania i bez drobnych korekt oraz adekwatnego dostosowania swojego modelu biznesowego do realiów panujących w swoim kraju – sukcesu odnieść się nie da. Dlatego przy próbie bezpośredniego powielania formatów znanych i cenionych na amerykańskim rynku sportowym, tak samo jak przeniesienie struktury organizacyjnej przeciętnego klubu amerykańskiego na grunt europejskie – może być kompletnie chybione, o ile nie zostaną spełnione określone warunki.

W przypadku prowadzenia klubu koszykarskiego Europy na wzór amerykański, kwestią nie do przeskoczenia oraz niemożliwą do sfinansowania czy nadrobienia żadnymi technikami marketingowymi, jest kwestia finansowania i posiadania silnych sponsorów. Tak wielki kapitał inwestorski gotowy do kompletnego oddania się w realia rywalizacji sportowej, po prostu się nie zdarza w Europie i to co amerykańskiemu klubowi jest w stanie dać jeden właściciel, ten sam od trzech dekad, związany z miastem i regionem biznesmen kochający sport, w Europie klubom zapewniają dziesiątki sponsorów, udziałowców i liczne źródła dochodów z praw transmisyjnych czy praw do nazwy stadionu. Oczywiście pieniądze w sporcie nie decydują o wszystkim, ale w amerykańskim układzie o obecności danego miasta i jego klubu w lidze jak NBA czy NFL decyduje przede wszystkim głębokość kieszeni inwestora.

W zasadzie w większości amerykańskich lig zawodowych możliwe jest dosłowne wykupienie sobie miejsca w lidze – nie ma tam zaplecza, drugiej i trzeciej ligi. Wszystko co nie jest zawodowe, jest poniekąd poza nawiasem prawdziwego sportu, emocji, mistrzostw i wielkiego medialnego zgiełku. Inwestorzy są więc gotowi zapraszać do wewnętrznej gry tylko innych wielkich i bogatych – nie ma tu miejsca na słabość i bylejakość, więc typowo amerykański format rozgrywek, zamkniętych na awans w typowo sportowej rywalizacji, nawet dla klubu z nizin i peryferii, nie przyjęłyby się w warunkach europejskich. W Europie bowiem najwyżej cenionym atrybutem zawodowego sportu jest danie wszystkim podmiotom – nawet tym z małych wsi i miasteczek, równych szans na wywalczenie sobie awansu do największych rozgrywek świata sportu.

Pożyczanie tego, co udane

W amerykańskich zawodowych ligach jest jednak wiele rozwiązań, które warto rozważyć i które już teraz poddawane są w europejskich federacjach i ligach bardzo poważnym debatom. Chodzi przede wszystkim o w miarę możliwości skuteczne wyeliminowanie z kalendarza rozgrywek spotkań z bardzo słabymi i przeciętnymi rywalami. Najwięcej zarobić można tylko na grze z największymi klubami – kibice ani media nie chcą śledzić tych mniej interesujących potyczek, więc stworzenie swoistej super ligi składającej się ze ścisłej czołówki klubów Europy, staje się coraz bardziej prawdopodobne. Kluby jak Bayern, Real, Barcelona, Manchaster, Juventus, Sevilla, Arsenal, Inter czy Borussia i PSG zdecydowanie więcej zarobią grając ze sobą nawet kilka razy w sezonie, niż odbywając całą ligę i dodatkowe puchary z przeciętnymi rywalami. Pomocne w tym może okazać się sformatowanie rozgrywek na typowo amerykański sposób. W końcu to w USA wymyślono ideę play-off i do dzisiaj stosuje się ją w tamtejszym sporcie wyjątkowo chętnie, co mocno uatrakcyjnia całe potyczki ligowe i sprawia, że końcówka sezonu zawsze jest emocjonująca.

Dowodem na to, jak wiele można zarobić na finale ligowych rywalizacji jest Super Bowl, a więc wielki finał amerykańskiej ligi futbolu. NFL cieszy się wielką popularnością w USA, przyciąga miliony kibiców codziennie przed telewizory, zarabia miliardy dolarów rocznie, ale w ciągu jednego wieczora, w trakcie którego pokazywane jest Super Bowl, zarabia drugie tyle, co przez całą rundę zasadniczą. Jeden mecz decydujący o zwycięstwie w najbardziej popularnej dyscyplinie sportu w całych Stanach Zjednoczonych, oglądają miliony telewidzów także poza USA, a sekunda reklamy w tym czasie kosztuje nawet dwadzieścia milionów dolarów. Mecz śledzą nawet kibice tych drużyn, które już dawno nie liczą się w walce.

Dodaj komentarz